2009-01-08, 09:42:25
to już
prawie koniec.

[ skomentuj (1) ]


2008-01-20, 23:57:25
szkoda
słów

[ skomentuj (4) ]


2007-08-28, 09:23:34
już

właściwie chyba nie umiałabym tutaj nic napisać. za szybko zmieniało się to, o czym mogłabym. z resztą, przecież nie chciałam. porządek rzeczy wreszcie stał się, stał się kompletny. nie można zdawać raportów z całości, udają się wtedy, kiedy celujesz w brak.
teraz tylko można mówić, łamać to na wiersze, zapominać o nich i odwracać się w twoją stronę. już.

[ skomentuj (2) ]


2007-05-23, 14:35:45
(na podtrzymanie.)

(...)‘I’ is only a convenient term for somebody who has no real being. Lies will flow from my lips, but there may perhaps be some truth mixed up with them; it is for you to seek out this truth and to decide whether any part of it is worth keeping. If not, you will of course throw the whole of it into the waste–paper basket and forget all about it.

Virginia Woolf, A room of one's own

[ skomentuj (5) ]


2007-02-18, 23:39:48
Zamiast, zamiar.

Andrzej Sonowski

SZYBKI TRANSPORT

Zdjęcia, które mi pokazujesz, zostały zrobione
już po końcu świata. Bo widzisz to światło?
Wybuch w tej sekundzie całkiem nam umyka
kiedy stoimy zgrupowani w Błękitnych Skałach
(a przypadkowego staruszka z twoim aparatem
w pewnym sensie też prześwietla przyszłość,
której w naszym wizjerze już nie ma). Jednak
przyznajesz, że wyglądamy na szczęśliwą załogę
za metą dalekomorskich regat, tacy rozsypani
na tych kamieniach jak na relingach i wantach,
opryskani przez szampański blask. Spójrz: Jan.
Jak gdyby łyżeczką błyskawicy wyjął go Pan
spośród żywych... wyszła nawet pestka czaszki
pod skórą. A fryzura Marysi przekłada się na
...ugier fiński, wygląda jakby miała... trwałą.
Oczywiście zapytasz, co my w takim rzie robimy
jeszcze tutaj i w ogóle? Cóż, w pewnym sensie
oglądamy fotki, na których odpoczywamy w Skałach,
gotowi na tę wycieczkę, na którą zresztą pójdziemy,
skoro raz już na nią poszliśmy kiedyś, dawno temu.

(Zoom, 2000)

[ skomentuj (5) ]


2006-10-24, 11:35:30
3:1, wciąż
Wydmuchujemy dym i chowamy się do środka. Dobre zdania z końca przenoszą się na początek. I chyba wcale nie trzeba się tym przejmować, przecież tyle innych spraw zmieniło miejsce i kierunek. Jasne, przesuwamy się wzdłuż jednej linii, ale właściwie chyba nic więcej o niej nie wiem, nawet kształt zostaje zakryty. Przyszło zimno, wydmuchujemy dym i własny oddech, ktoś wciąga to nosem; albo i nie, atom w atom, cząstka w cząstkę, uderzanie niczego w nic, przecież to nieważne, przynajmniej w tej chwili. Jestem znowu zupełnie poza, mam parę rzeczy do zrobienia, jakieś życzenia, które ściągają się do trzech. I żeby tak nie wciągać własnego oddechu, żeby linia nie była kołem, żeby nie chować się do swojego środka. Tyle.

[ skomentuj (8) ]


2006-09-30, 19:12:35
*

Ależ oczywiście, swojego czasu wszyscy zamierzaliśmy zostać literaturoznawcami.

[ skomentuj (0) ]


2006-08-01, 20:03:20
To
Lato jest dobre, latem jeszcze można powiedzieć, że się to wszystko pierdoli, a przecież lato już się kończy, liście schną i tracą życie; w ręce zostaje mi kruche truchło, bo mieliśmy w tym kraju sześćdziesiąt dni gorąca. Słońce nie męczy już tak bardzo, jak na początku, nawet ciało zmieniło kolor, zapach, unerwienie. Och, ciało, ciało, nie zmieniło się nic i wszystko, zeszły ze mnie warstwy skóry, pod spodem pokazała się nowa; nie czuję tego ani ja, ani nikt inny, to tylko świadomość i fizjologia. Nie koncentruję się na sobie, ale muszę o sobie napisać; słucham prawie pogodnych piosenek i drugi raz, kiedy myślę o tobie, wychodzi mi pasjans. Pasjans, gra losowa, w której mam szczęście mieć szczęście zawsze mówi sprawdzalną prawdę, jakbym wykonywała obliczenie z późniejszą konsekwencją. To są takie śmieszne teorie, zakładanie się ze samą sobą: że wygram, więc wygram, że zdążę, więc zdążę. Stałam z E na przejściu we Wrocławiu i pomyślałam, że muszę zdążyć, więc pociągnęłam ją za rękę, ale światło samo się zmieniło na zielone. Naprawdę, wiele rzeczy się zmienia, wszyscy, którzy mają znaczenie, bardzo wyrośli i odbywają kształcące podróże, przez morza, morza, oceany. Obserwuję ich z myślą, że nawet jeśli skończy się lato, nie każdy wróci. To jest to kurewsko mocne poczucie, że następują momenty nieuniknionych zmian, które wszystkim wychodzą na dobre. Zmieniłam numer telefonu, krem do twarzy i zobaczyłam swoje zdjęcie na wystawie w NY. Pewnie milion razy napiszę jeszcze, że zmienia się, wątpię, żebym kiedykolwiek mocniej to poczuła.

[ skomentuj (10) ]


2006-07-22, 17:51:54
Beze mnie
Od wczoraj powiedziałam przez telefon tyle, ile mniej więcej przez ostatnie pół roku; mówię różnym osobom, ile prąd, ile gaz, ile metrów kwadratowych będą mogli zająć, a co zastać. Dzwonią matki studentów pierwszego roku biologii z pytaniem, czy panie na pewno są studentkami? Nie, tylko tak sobie napisałyśmy w ogłoszeniu, naprawdę jesteśmy parą brazylijskich transwestytów zajmującyh się pracą chałupniczą, okazjonalnie przemytem. W końcu dzwonią głównie dziewczyny, doprawdy nie wiem dlaczego, ja nie chciałabym mieszkać z jakąś inną, obcą kobietą, chociaż pewnie będę zmuszona. Zajmie swoją dziewczyńską postacią wolną od głupot przestrzeń, łazienkę kosmetykami, podłogę wypadającymi włosami, a co miesiąc zejdzie z niej niepotrzebna krew. A przecież ostatnio poraża mnie rozdział płci i rozumu, ulicą chodzą wypięte dziewczyny w czerwonych, kusych sukienkach, na sukienkach mają the world famous coconut beach i rękę mężą/chłopaka, pod sukienką brzuch i jakieś inne konieczne życia. Nie potrafię sobie tego wyobrazić w żadnej konfiguracji. Za to do dziewiątej śpię na lewym boku, budzę się z końcem względnego chłodu, dlatego wieczorem leżę na łóżku i chłonę. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że mam dziwnych sąsiadów, ludzie robią naprawdę zaskakujące rzeczy, bo czy otwierałbyś trzydzieści razy lodówkę, czy zdejmowałbyś cztery razy zasłony? (Liczyłam.) Nie to, żebym się czepiała, ale, ale. Śpię do tej dziewiątej, no circa dziesiątej, czytam dużo książek, których wcześnie nie wzięłabym do ręki, kradnę muzykę, rozmawiam z dwoma osobami na komunikatorze, z jedną chodzę na spacery i kawy. We wtorek jadę do Krakowa, w czwartek do Wrocławia i tak aż do niedzieli. Odjazdy wydają mi się być najlepszą częścią tego krótkoterminowego planu, wszystko układa się niespodziewanie po mojej myśli. Coś zaszło w mojej głowie, coś czego więcej nie będzie.

[ skomentuj (5) ]


2006-07-14, 19:48:13
Granice (przesylabuj se.)
W imię Ojca i Syna, wreszcie deszcz a jutro urodzi się po raz czterechsetny Rembrandt. Przed burzą krew szumi mi pod czaszką, ale mogłaby mnie nawet zalać, z radością bym na to przystała, jeśli tylko nadeszłoby jakieś wyładowanie. Przepływ informacji jest wielki, ich szum jeszcze większy. Liczne próby nawiązania kontaktu są trefne i to prawda, do szału doprowadzasz mnie chłopczyku i dziewczynko, najchętniej wypstrykałabym wam paluszkiem móżdżek. Myślałam dziś o tym nad kilogramem warzyw na zupę, myślałam i aż w palec się zacięłam krojąc fasolkę szparagową, ukrop, pot skraplał mi się w stróżkę na kręgosłupie. Jesteście jedno zło, jeden pies, jedna łupinka o wielu ziarenkach, z całego serca mówię waszej cienkiej zbiorowości: wypierdalać. Jestem zniecierpliwiona i, kurwa, nie polecam przeciągać struny. Jestem wściekła, zajmowałam się dziś siedem godzin dwójką dzieci, w oku pękła mi żyłka, a ty, a nikt nie trzyma mojej strony, stapia się z tłumem i na własne życzenie może stać się tłem. Przeszło mi już otępienie i mam ostrą głowę, nie rób wody z mózgu, bo się udławisz. Masz zaburzone poczucie równowagi, to siedź na dupie. I nie płacz mi, kurwa, nie histeryzuj, bo ja tego nie łapię, ja tak tylko na osobności, za co z góry przepraszam. Przepraszam też ciebie, że na co dzień jestem za miła, że obecnie nie łapiesz, jeśli wcześniej, nawet od wczoraj, cieszyłeś się refleksem, ale mówię do siebie i mizernej reszty. Audycje z działu kultura oraz pogodę nadamy w późniejszym terminie, audycje z działu kultura oraz pogodę, kącik terapeutyczny i kilka aforyzmów nadamy w późniejszym terminie, na więcej nie licz.

[ skomentuj (1) ]


2006-07-10, 12:54:27
I'll be your plastic toy*
Dziesiąty lipca, nie pisałam nic od maja, mam lukę na cały czerwiec. Czerwcem była sesja, nawet nie pytaj, czerwcem były płyny, nie próbuj tego w domu, bo to krew, pot i łzy, i pobrudzisz się. Pamiętam tylko gorąc, lęk przed gorącem, zapach ksera, miętowych lekarstw i melisy. My dwie w mieszkaniu, od ściany do ściany, pokoju do pokoju. Wszystko ma dwie, zamknięte strony; boję się tego tak samo, jak chcę, żeby miało puentę, a nie było podsumowaniem. Naprawdę mam się czym martwić, nie bój się, to ma bardziej uniwersalne przesłanie, a ja zupełnie nie umiem oderwać się od rzeczywistości. Rozpatrywanie perspektyw i dawanie szans to chujowa zabawa, zwłaszcza jeśli samemu sobie nie daje się najmniejszego marginesu błędu. Poczucie odpowiedzialności to męka, a może ja po prostu żyję w lęku przed lękiem. Teraz mam za dużo czasu, teraz prawie wszystko na siłę, niedobre śniadania, późne wstawanie, kawa bez mleka. To tylko początek.

(*półprawda.)

[ skomentuj (2) ]


2006-05-29, 22:57:17
Oddychaj
Dawno już powracalność nie była tak mocna, a cykl nie stykał się z cyklem. Za miesiąc minie miesiąc, za miesiąc będziemy wolni. Rok ciągle jest dla mnie długi i nie do ogarnięcia. Coraz częściej budzę się w nocy, druga, szósta, dziesięć po siódmej. Z resztą jak sen snem, to nic się tak nie mnoży, może tylko obrazy do rannego opowiadania, do przypominana się w ciągu dnia; że dobrze toczone, lakierowane ciała leżą nagie, a ty wiesz, że są martwe, że mają przerosty tkanek i organów; że jesteś w Afryce, tkwisz między piaskiem a piaskiem, że wszystko jest białe; że czas ustawiać się do wyjścia.
Pogoda zmieni się i już nie ma już mowy o tym znaczeniu. Ubieram się, rozbieram, leczę obce i swoje katary. Niże, ciągle niże. Zapadamy na dziwne i niespotykane choroby, który zdarzają się w głowach i w ciałach, ale już straciliśmy ich rachubę. Dotykamy się albo na pozór albo do mięsa. Nudne są te wszystkie fizjologiczne metafory, ale nic nie poradzę, proszę wybaczyć, składamy się z łamliwych kości, karków i kręgosłupów, z przesuszonej skóry, z bolącego ucha, z żołądków, co skręcają się; z mdłości. Ze skurczu i spięcia. Łapiemy się na tekście, który przychodzi do nas, chociaż wcale go nie chcemy. Jest przecież tak, że odnajdujemy tam, gdzie się nie spodziewaliśmy znaleźć; nic nowego.

[ skomentuj (15) ]


2006-04-23, 23:02:29
Śluza
Jest tak, jakby ten dzień skończył się, a ja mówiłabym we śnie; choć z pustym żołądkiem, odrobiną krwi, która wypłynęła mi z nosa, kiedy siąkałam, z dziwnym zapachem na ubraniu, którego nie potrafię nazwać. We śnie, więc jakby już jutro, kiedy chcę iść do biblioteki i czytelni, kiedy będę mieć dla siebie dwie godziny, sto dwadzieścia minut wolnego, jasnego miasta, myślenia; gramatykę historyczną, literaturę oświecenie i romantyzmu, zadyszkę na drugim piętrze (nie wyliczaj). Teraz jest we śnie, ale nie wiem, czy tak, jak jutro, mieszczę się między kropką i dużą literą nowego zdania, jestem więc spacją: wolną, jasną przestrzenią. Umyłam twarz mocno pieniącym się żelem, który ma cierpki smak, ale co wieczór trochę dostaje mi się do ust. Wypluwam i płuczę wodą, i jeszcze raz, i kolejny, klęczę w wannie, czuję pięty i palce na pośladkach, zdjęłam okulary, żarówka się spaliła, więc niewiele widzę, poza tym zamknięte oczy. Wiosna, powietrze się wyrównało i przez wentylację słychać samoloty, które są jak bombowce. Nie wiem, czy wolę to, czy patrzeć na nie z balkonu w kuchni; otwieram drzwi, opieram się wtedy lewym bokiem o lewą framugę i wtedy mi wcale fajnie, wcale dobrze, bo kiedy byłam mała samoloty nie latały za oknami żadnych pokoi. Więc nie mam porównania. Źle postawiłam przed chwilą znak przestankowy, ale to chyba premedytacja, czyli, że kaprys. Jutro zjem pomidora, bo chcę. Boli mnie prawy migdał, bo dzianie się jest nieuchronne; rano wyjdę z domu.

[ skomentuj (13) ]


2006-04-12, 20:56:14
Mówisz już tylko pustym dymkiem z powtórzonym trzykrotnie znakiem zapytania *

Kiedy się kładliśmy, ty już się nie ruszałaś, powiedziała dag. W niedzielę, dziewiątego kwietnia, zasnęłam w piżamie i szlafroku zawiązanym paskiem w pasie, na lewym boku, twarzą do ściany, zasnęłam o czternastej, żeby obudzić się o siedemnastej trzydzieści, twarzą do ściany, na lewym boku. Przez dwa dni wcześniejsze, podpowiem, że piątek i sobotę, nie było nas, dag, Mateusza i mnie, tam i nazad do Wrocławia pociągiem pospiesznym, cztery dwadzieścia w każdą stronę, osiem czterdzieści razem; my też razem, dobrze się bawiliśmy, mogę powiedzieć tylko tyle, że cieszę się, że tam pojechaliśmy, powiedział Mateusz i miał rację, bo wszystko było dobre. W Zabrzu obudziłam się wpół do dziewiątej, przedział był gorący, ja byłam brudna i lepka, od niezmytego makijażu, nieprzespanej w ogóle nocy, od siebie innych, od alkoholu i potu, śmiechu do łez, bolący policzek i suche usta; przedział był gorący, słońce oślepiało, zobaczyłam tylko ich, dag i Mateusza, śpiących niespokojnie, spokojnych i młodych w ładnych ścierpniętych ciałach, wyciągniętych, skręconych niewygodnie. Otwierali do mnie oczy, wszystko zgadzało się i przytakiwałam śpijcie. Czuwanie. Zamykanie. Otwieranie.
Zamykałam do siebie usta, bo przecież nie stwarza się tej rzeczywistości słowami, wszystkie mity kreacyjne, które znasz to pomyłka, możesz to opisać, a nie zrobić; nie chcesz, kurwa, ani jednej wydmuszki, potrzebujesz śliskiego białka i miękkiego żółtka, ubijania sztywnej piany i kogla mogla z cukrem. Nie da się rozbić takiego jajka bez śladów na rękach, skorupy zrobią swoje.
Ręce, ręce, ręce, dajesz palec, a chcą całej ręki; i jeszcze sądzą cię za samą ciebie, za to, że nie chcesz zostać, bo albo można wychodzić albo wpierdalać z całej siły. Przemoc jest mi obca, chyba że względem samej siebie, zmuszę się do wszystkiego, tylko nie mów mi, co mam robić. O tym, czego nie ma, o tym, co będzie.

* Jerzy Jarniewicz, Nowy zeszyt "Ryzyka".

[ skomentuj (5) ]


2006-04-05, 11:28:17
Niemiłość
Obudziłam się za późno i poszłam do kuchni po kawę, po drodze wymyśliłam, że zjem tosta, nawet wrzuciłam chleb do tostera, za moment przyszedł Adam i popatrzyliśmy w okno balkonowe, za oknem padało, teraz dalej pada, ale wcześniej tylko deszcz, teraz deszcz ze śniegiem; pada wstrętnie, ukośnie z lewa do prawa, z północy na południe, nie zamawiałam sobie tego obrazu, boże, który nie masz mojego poczucia piękna i humoru. Dziś będzie dzień z wybrakowanym słownikiem, nieczynną elokwencją, dziś możesz mnie zastrzelić słowem trzysylabowym, albo tym jedno, tyle, że z odpowiednim akcentem na przedostatnią, która jest pierwszą. Muszę wyjść za dwie godziny i piętnaście minut, miałam wyjść pół godziny temu, żeby w Bibliotece Czartoryskich zrealizować rewers, ale ej, kurwa, przeraża mnie wyjście z domu (emily, 10:44:44); naprawdę odpowiada mi metafora niezrealizowanego rewersu, który zalega w torbie i mnie się, a róg obszarpuje, pani bibliotekarka odeśle ci go bez książki, bo pomięty, a pismo niewyraźne. (Sypie coraz bardziej.) Dziś będzie zły dzień, nie mam tutaj zimowych ubrań, więc pewnie zmarznę i będę agresywna, popierdolone to wszystko, pani w radio nie musi do mnie mówić, że mamy bardzo wczesną wiosnę i to normalne w południowo-wschodniej Polsce, bo, kurwa by jej mać, naraża się na śmieszność. Nie ma już mleka, a chcę drugą kawę. Będę sama wracała do domu, bo dag przyjdzie wcześniej. Odstaje mi grzywka i mam dwa pryszcze, widziałam to w lustrze, a byłam bez okularów. Nie rozumiem tego, co się dzieje na dworze. Wieczorem czytałam opowiadania Manna i oglądałyśmy Sling blade do 1:30, coś z nich śniło mi się, ale jeszcze nie pamiętam co, pewnie wróci jak będę jechała tramwajem. Nie mam ani jednego zdania z pracy rocznej, bo instytucje uniwersyteckie i te oświatowo-kulturalne nie ułatwiają mi życia. Nie wiem, na jakie seminarium licencjacie się zdecydować, a trzeba do końca maja. Jestem śpiąca, jestem śpiąca, jestem śpiąca, pada jebany śnieg; wczoraj przeklinałam głośno na ulicy i nie mogłam się opanować, aż E wystraszyła się mnie i kazała iść się położyć. Dzisiaj będzie zły dzień, już jest i się nie zmieni.

[ skomentuj (4) ]


2006-03-28, 21:24:56
Przypuszczający, przepuszczający
Chciałabym, żeby ten początek był prosty, chciałabym powiedzieć, że jestem zmęczona i śpiąca, dziś pada deszcz, wczoraj Lem umarł, dziewczyny śmieją się w kuchni, a ja miałam iść się wykąpać. Chciałabym nie mieć racji i świadomości, być chudsza i nie emocjonować się, mimo że / ponieważ kryterium racjonalności jest moim ulubionym. Chciałabym litera po literze czuć ulgę, mówić lepiej po angielsku, nie czuć wyrzutów sumienia. Chciałabym celu w linii prostej, psa i roweru, i żeby nie powtarzać się ciągle. Chciałabym, żeby włosy mi bardziej urosły, żeby Biblioteka Czartoryskich nie robiła mi na złość godzinami otwarcia. Chciałabym być uważniejsza i mniej nerwowa, chciałabym was rozumieć. Chciałabym, żeby środki i środek były prostsze. Chciałabym herbaty earl grey z cytryną, robić lepsze zdjęcia, nie mieć pryszczy, bo w tym wieku nie wypada. Chciałabym konsekwencji. Albo chciałabym jej braku. Chciałabym się zakochać, ale nie mówić, nie pisać o tym, bo niby środek miał być prosty, ale to jest prostactwem. Chciałabym robić coś naprawdę dobrze i żeby budzić się wcześniej. Chciałbym nie myśleć, że nie wiem ten najważniejszej części, sprzeciwić się podwójnemu przeczeniu. Chciałabym się odwracać w dobrym momencie, mieć ładne paznokcie i rozumieć wszystkie teksty na teorię literatury. Chciałabym niezmienności i rozwoju i chciałabym na koniec końców wyrazić to lepiej, sobie przepuścić i dać spokój.

[ skomentuj (12) ]


2006-03-08, 11:18:44
Nie jest równe
Coś jest większe od niczego.
Mijam się prawie ze wszystkim, bo albo nie spełniam oczekiwań, albo to mnie coś nie odpowiada. Nie odpowiada, co nie znaczy, że milczy. Wrzeszczy na mnie, poza tym jest strasznie dużo gadania, ga ga ga, agu gu gu, ale to gaworzenie, wypuszczanie z ust dobrze brzmiących kawałków, mięso bez kości, człowiek bez kręgosłupa. Widzisz, jestem niezadowolona z siebie, chciałabym być inny tworem, mieć inne mięso i kości. Jestem gorącym, parującym, świeżym płuco-sercem, płaczę i za dużo mówię, albo znowu nie ma mnie wcale; i tu wracamy do punktu wyjścia, a wyjścia nie ma. Czasem wydaję mi się, że wychodzę z siebie i siebie widzę, ale szybko przychodzę do siebie, bo tak się nie da i nie można. Mam mnóstwo muszę i trzeba, muszę kogoś poprosić, żeby mówił, że tak trzeba. Rozumiesz mnie, rozumiesz mnie, rozumiesz mnie? Nie rozumiesz. Wcale, czyli nic, nic jest większe od ciebie i ode mnie, przegrywamy.

[ skomentuj (9) ]


2006-03-01, 13:43:48
Ależ
na pewno powinnam COŚ napisać. (Jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz.)

[ skomentuj (5) ]


2006-02-16, 20:02:04
O.
Pakowałam się do Krakowa i robiłam trochę porządków w pokoju aż wydarzyło się nieszczęście, znalazłam pudło z listami; powinnam je zanieść do piwnicy, zakopać w ogródku, schować, schować, schować, nie przeglądać tego, nie czytać w takie dni, jak dziś, kiedy od rana czuję się smutna najsmutniejsza i znudziła mi się tak obrzydliwie swoja własna twarzy, że aż widzę ją krzywą . Ależ przeczytałam oczywiście, płakałam, jak idiotka nad tymi listami miłosnymi, pouczyłam się nawet w duchu, że jestem głupią cipką, ale szybko mi przeszło. Ja niczego nigdy nie żałuję, czasem tylko tak mi się wydaje, ale wtedy to mistyfikacja, a nawet nieprawda. Potem już tylko śmiałam się w głos, ale bliżej temu było do rozczulenia niż złośliwości; starzeję się i język mi tępieje. Poszłam do komputera, Tomek pokazał mi moje zdjęcie, które serdecznie mnie rozbawiło, kontrapunkt dla tego, jak zachowywałam się przed chwilą, dla odmiany sukiszcze zimne; ja nie wiem, ja cytuję. Opisałam na mejla, niewyobrażalne, że można było tak długo zwlekać i nie odpowiedzieć nawet słowem, głupia cipka jednak ze mnie, mea culpa. Jestem w nastroju, który jest raczej rozstrojem i nie umiem stawić czoła niczemu z zewnątrz. Napisałam tego mejla na jednym oddechu, teraz czuję się z nim bezbronna. Śmieszna, śmieszne. Chłopcy z flikra wciąż do mnie piszą, zawsze podoba im się coś, co robię z kolorami. Nie wiem, co z nimi zrobię; nie wiem, co z nimi robię, lubię czerwony, fioletowy i niebieski, bo dobrze mi w nich do twarzy. Wczoraj ktoś zadzwonił do mnie i dwukrotnie zawarczał, a przecież mówiłam tylko: tak, słucham. Jestem dobrze wychowana, nie widzisz mnie i nie możesz wiedzieć, że najpewniej nie przypadniesz mi do gustu.

[ skomentuj (10) ]


2006-02-13, 16:20:42
Przeczenie podwójne
Od czasu do czasu mam takie uczucie, że jakiś balon rośnie i rozpiera mnie od środka; ani złe, ani dobre, poza wyborem. Obudziłam sie o czwartej nad ranem z balonem we wnętrznościach, poleżałam pół godziny i zasnęłam, co dziwne, bo uczucie balona jest z gatunku tych, jak najbardziej świadomych. Rano przypomniałam sobie, że ostatni raz miałam tak nad morzem, ale tam wiało okropnie i za dużo powietrza, przypisuję to więc hiperwentylacji.
Mój brytyjsko/francuski adorator chyba zrezygnował z adoracji, ale to przecież moja wina, odpisuję na trzy mejle jednym, na dodatek po dwóch dniach. Ja mu się nie dziwię, sobie też nie, chociaż przecież mam definitely great taste in music, poza tym that's getting better and better, więc czemu ty Maria Joanna T-ska, nie dajesz się nabierać takim chłopcom? Ty Maria Joanna jesteś jednak uszkodzona, a przecież urodziłaś się przez cesarskie cięcie, więc nie możesz mieć niedotlenienia. Zajmuję się sobą, ale wcale niedobrze, wbij sobie do głowy, że zajmujesz się sobą w sposób zły. Przypominają mi się fragmenty książek i piosenek, których tytułów i autorów nie jestem sobie w stanie odtworzyć, a potem popadam w paranoję, bo jedyne, co przychodzi mi do głowy we właściwiej konfiguracji to Milton John i piekło jest we mnie, a ja się boję takich przypadków, to są samospełniające się wróżby tudzież groźby.
Śnieg pada od wczoraj bez przerwy, więcej już niż dwadzieścia cztery godziny i już nie zwracam na to uwagi, choć nie mogłam tego nie napisać. Nie robią już na mnie wrażenia moje sny, dzisiejsza noc należała do egzaminu z języka angielskiego w towarzystwie uczennic szkoły baletowej przebranych w stroje batmana i spajdera. Bardzo denerwowało mnie, że cały czas chodzą tym strasznym tanecznym krokiem. Naprawdę mam poważną wadę, jakieś przekleństwo z tym, że zapamiętuję i nie umiem pozbywać się snów z głowy. Nakładają się na siebie, piętrzą i wyrastają za duże. Nie żebym śniła coś strasznego, nie, czasem tylko to niepokoi. Wiem, że to sen, nawet mam do tego odpowiedni dystansss, do siebie czasem nie. Chciałabym mieć kogoś nowego do pisania o nim.

[ skomentuj (2) ]


2006-02-08, 15:27:28
8 II
Bóle miesiączkowe wyrwały mi wczorajszy dzień z życiorysu, łyknęłam dwa saridony i przeleżałam pod kołdrą w pozycji embrionalnej, kolana jak najwyżej brody, po godzinie przechodzi, choć do wieczora nie można się ruszać. Już drugi raz tak mam, w zeszłym miesiącu ratował mnie Rafał herbatą, wkraczając tym samym do panteonu moich mężczyzn. Chyba dlatego śnił mi się w nocy, kradliśmy papierosy i słodycze ze sklepu sieci Żabka na ulicy Starowiślnej, który był również hostelem i damską toaletą Wydziału Polonistyki przy ulicy Gołębiej 16. Śmiech i spokój teraz, wszystko przechodzi. Mam wielkie poczucie komfortu psychicznego ostatnio, jednak lubię być sama i fascynuje mnie zajmowanie się samą sobą od czasu do czasu; mogłabym nie odzywać się do nikogo tydzień. Nawet pielęgnuję to uczucie. Jestem zupełnie przekonana, że nie muszę we wszystkim uczestniczyć, bo nie ma to najmniejszego sensu. Jest to kurewsko dobry stan, moi mili, i zdarza się raz na sezon; tym razem jednak zamierzam go przeciągać w przyzwoitą nieskończoność, czyli jakiś czas. Poza mną zostaje jakikolwiek wyrzut sumienia i nawet genetyczne obciążenia do analizy przeszłości udaje się stłumić. Masz wrażenie, że buduję wypowiedź z samych żelaznych twierdzeń, ale to nieprawda, bo przecież o takie zrobiłabym sobie krzywdę. Nie jestem mądra, jestem uważna; uwaga na głowę.

[ skomentuj (13) ]


2006-02-06, 15:15:44
No co?
Nie wiem, nie zanosi się na żadną zmianę. Dni nie są takie same, co mogłoby wskazywać na przełom, nic nie jest całością, nic z analogii; nie można pozwolić sobie na proroctwa i profetyzmy. Wcale mnie to nie martwi, choć pewnie powinno. Śpię długo i mocno, ale nie budzę się o tej samej godzinie. Dużo przebywam na świeżym powietrzu.
Spotkałam na przystanku autobusowym kolegę z podstawówki, który zrezygnował z edukacji gdzieś koło siedemnastego roku życia, jakaś szkoła sportowa go nie chciała, czy coś w ten deseń; podszedł do mnie i zagadał dobry wieczór, co wzięłam za monetę całkiem złą i niebezpieczną, niosącą za sobą jakiś sążny wpierdol za chwil kilka acz niewiele, bo pora była raczej późna, a kolega w kapturze na twarzy kryminalnej, co utrudniało identyfikację. No więc po dobry wieczór, ja też dobry wieczór, ale pomiędzy jego a moim była moja pospieszna analiza sytuacji, co powyżej. On wtedy ryknął no nie poznajesz mnie, Marysia, ściągnął kaptur i wziął mnie przytulać, trzasnął w plecy nawet trochę, w ramach starej znajomości. Zamarłam trochę wewnętrznie i werbalnie, acz nie na długo, gdyż dresolec Bartek, piłkarz transferowy w pierwszej lidze piłki nożnej, zdążył opowiedzieć mi zapodać swoją biografię od momentu w którym nie dane mi było za nią nadążać. Zdecydowanie 1:0 dla niego, ja myślę, mieszkanie, narzeczona-prawie-żona, no praca, kurczę pieczone, piłkarz transferowy nie w kij dmuchał, nawet, kurwa, żadnych kurew mi interpunkcyjnych nie sadził, co trochę mnie zbiło z tropu, bo twarz dosyć taka poharatana, z uzębieniem też niebardzo. Ale kopie, kopie, jak mówił, kopię, kopię, w życiu trzeba sobie coś jednego wybrać, Marysia.
Też mam ochotę kopnąć i wybrać, mimo wszystko i wbrew temu traceniu rezonu i riposty. Właściwie mam ochotę kogoś zmasakrować psychicznie, wybić mózg, albo ugotować serce. Jestem zapewne agresywna przed okresem i ta żądza krwi z krwią minie.

[ skomentuj (3) ]


2006-01-29, 13:37:00
Prince polo
Jestem królową demolki komputerowej, proszę publiczności, mam plastikową koronę i lakier mi odprysnął z paznokci, choć dziś pomalowane; jestem królową i mam się dobrze wraz z moją plastikową koroną. Nie mam sesji, mam tylko CAE w marcu, trzy tygodnie wolnego, więc uczę się naprawdę, would you like to be my plastic prince? Od trzech tygodni co noc śni mi się mój były chłopak, choć wcale o nim nie myślę, to tak jakby przypominał mi się we śnie; śni mi się wiele, nie sposób tego opowiedzieć, tym bardziej wytłumaczyć. Od dwóch tygodni są mrozy, które odrywają mnie od rzeczywistości, czytam w wannie pełnej wrzątku, który za trzy minuty staje się wanną pełną letniej, za letniej wody; dolewam więc gorącej odkręcając kurek palcami u stóp, obserwuję jak piersi i brzuch wynurzają się. To tak śmiesznie filmowe, że aż nie chce mi się dementować. Od tygodnia, który nastąpi nie oczekuję niczego nowego; właściwie nie wiem, czego potrzebuję. Moi koledzy zadają mi pytania, czy znalazłam już swojego księcia z bajki, co zaskakuje mnie, bo już dawno nie myślałam o tym w takich kategoriach; to wcale nie są złe kategorie. Mam tylko taki typ psycho-fizyczny, który chciałam zobaczyć w miarę, jak się starzeje. Słowo, którego brakuje mi ostatnio najbardziej, to przymiotnik infantylny, zdarzyło się to już przynajmniej trzy razy. Endo rysuje w gazecie.pl swoją ciążę, a mnie się śniło, że ptaki na dachu sąsiedniej kamienicy były wielkie, czarne i białe, miały przepełnione macice.

[ skomentuj (9) ]


2006-01-13, 23:25:13
Let's get slow, let's get slow
Mam w głowie, w sobie dwugłos; mówię tak przedwczoraj, a jest to przejęzyczenie. Nie mam żadnych dwugłosów, jest proste i dobre mono, które cieszy. Jest rok dwa tysiące szósty, który jest prosty i dobry. Tak zaczął się, niech taki będzie i trwa. Wszyscy moi drodzy przyjaciele przybliżają się na odległość swoich pięknych ciał i umysłów, dag mówi, że w takim razie musisz mieć przyjaciół. Muszę i mam. Rozmawiamy o Bogu i seksie, zazwyczaj. Mężczyźni pojawiają się w okolicznościach, których właściwie można by się spodziewać; interesują mnie w sposób, którego wcześniej nie było, ale nie umiem opisać tej różnicy. Kobiety interesują mnie nie bardziej, nie mniej. Nie ma nic złego w ostatnich dniach, wysokie ciśnienie poprawia wszystko: cerę, samopoczucie, chłonność na informacje, związki. Wczoraj pierwszy raz czułam, że mówię po hiszpańsku zapominając, że to obcy język. Przestaję pamiętać, że coś nie należy do mnie, że nie jestem do tego przypisana. Zdania, które miały być tutaj kilkadziesiąt godzin temu, przespały się i zapadały w pamięć. Jechałam autobusem, niebo równało się z ziemią, biało i gładko; aż żal, że aparat tak głęboko. Już kiedyś pisałam, że obraz jest jest jest; teraz nawet bardziej, bo na potęgę oglądamy filmy. Rafał przyjechał, wrócił, gotowaliśmy i oglądaliśmy filmy, zasypialiśmy zwykle o czwartej. To prawie niemożliwe, że nic się nie zmieniło, przecież to prawie pół roku, czyli jakbym nie brała w tym udziału; ktoś inny, o kim trochę mi opowiedziano. Im jestem starsza, tym bardziej wydaje mi się, że w dziwny sposób zapominam, wypadają fragmenty książek i ludzi, najczęściej sylwetki. To śmieszne pisać, że coś dzieje się, im jestem starsza. Tak po prostu jest jest jest,; jest proste i dobre mono, które cieszy. (Jutro napiszę lepiej.)

[ skomentuj (6) ]


2005-12-30, 12:11:26
Ucho wewnętrzne
Biel i biało; zaczęło sypać wczoraj wieczorem i tak przez całą noc, dziś już dwa razy odgarniałam śnieg z podwórka. Kiedy wracam wyglądam śmiesznie i dziecinne, czerwone placki na policzkach i katar. Wytłumiło się od tych opadów, ciszej i wewnętrznie. Zasypiam później, budzę się wcześniej, wyrastam w końcu z tej domowości; jutro wracam do Krakowa, czas być dorosłym i przytomnym, mówić o sobie w osobie męskiej, rodzaju męskim, bo to takie utylitarne i zobowiązuje. Przeczytałam cztery lektur, zrobiłam cztery testy z angielskiego, jakieś sto dwadzieścia zdjęć, z których dobrych jest może siedem. Liczby odgrywają dużą rolę. Za dwa dni będę mieć dwadzieścia jeden lat, będzie rok dwa tysiące szósty, dokładnie styczeń. Lubię stycznie, bo stycznie są pierwsze. Śnieg też jest pierwszy, ciągle go przybywa, świeżość jest zimna. Jutro Sylwester, nienawidzę Sylwestrów, ale jutro się przełamię i wszystko się przełamie, bo takie mam życzenie. Słyszysz.

[ skomentuj (10) ]


2005-12-15, 22:07:53
Motionless wheel, nothing is real * / ae **
Co dwanaście godzin budzę się i połykam kolejne dawki antybiotyku, który jest dużą, białą tabletką, która momentalnie zaczyna rozpływać się w ustach, słodka i mączna. Wcale nie jestem znowu chora, wszystkie inne choroby były, nie było ich; obecnie to zapalenie tchawicy i krtani, jak kaszlę to zatyka i nie można mówić. Głównie zajmuję się leżeniem w łóżku, pstrykam przyciskami na odtwarzaczu i lecę do przodu piosenkami, skip folder. Głównie zacinam się na zero 7, bo jest to dobre i pasuje mi do mojej głowy. Wymyśliłam już przez to leżenie mnóstwo teorii dotyczących grzechu i zbawienia, to pewnie dlatego, że przeczytałam Bernharda i wiele ulotek z lekarstw; pasjonują mnie szczególnie skutki uboczne, ale nie doszukuję się ich w sobie, co naprawdę świadczy o postępie. Chciałabym się odbić od siebie. U Thomasa Berhnarda jest w środku tyle zdań, które mogłyby być końcem, końcem i początkiem, czyli całością. Bardzo zajmują mnie takie lektury, w których mam ochotę coś podkreślać, taki zwyczaj, który do mnie nie przystaje (ach, może należy wypracować). Trochę odpoczywam, więc leżę, trochę się męczę, bo leżę, wstaję, pije hektolitry herbaty, najlepszy set to zimowe marzenie, które zachęciło mnie w sklepie pretensjonalną nazwą, bo takie nazwy są dobre i najlepsze dla produktów spożywczych. Gdybyś miał być produktem spożywczym, to co byś wybrał? Ja chciałabym być żelką i odbić sie od siebie.



* słuchasz?

** dyftong, który jest równy ateizmowi emocjonalnemu, madafaka

[ skomentuj (10) ]


2005-12-05, 20:05:59
Hokus - pokus
Osobnik taki jak ja jest człowiekiem pełnym sztuczek i czeka nieustannie na człowieka, który rozwalając mu głowę pogruchocze mu te jego sztuczki, więc sama nie wiem, czemu nie poszłam dziś na gramatykę historyczną, przecież byłyby i sztuczki i gruchotanie, zabito by mnie na wszystkie dozwolone konwencjami sposoby świata, Michale. Tak spałam do jedenastej, tak spałam dobrze, moja wina, acz nie mam tych wyrzutów, o które aż się prosi, bo przecież jest to wina ignorancji. Moje starania układają się dziwnie i niespodziewanie, bo w poprzek okazjom; już wyjaśniam – stykają się z tymi, które są nienajlepsze, omijają sensowne. Sztuczka polega na tym, że zdarza się to zbyt często. Naprawdę chciałabym, chciałabym, chciałabym, nawet znając te zasadę, że w takich sytuacjach nic się nie zdarza. Jest to paradoks, nie oksymoron, taka nauka i porada, a to wszystko sztuczka, sztuczka, sztuczka i hokus-pokus. Bądź tak dobry i zabij królika.

[ skomentuj (14) ]


2005-12-02, 10:30:59
Mam wolne pią(s)tki
Koniec końców, drugi grudnia. Naprawdę wstałam dwadzieścia minut temu i nie wiem, co ze sobą zrobić. Od dwóch dni śni mi się Warszawa i że Michał mówi do mnie: w imię Ojca i Syna. W pokoju tak gorąco, żeby poczuć, że jest inny klimat niż ten u nas, wewnątrz i w środku, muszę wystawić twarz za okno. Treściwe może jest to, że Emil przyjdzie o jedenastej, wobec czego muszę ubrać się i pomalować; idziemy zapisać się do Czartoryskich, choć nie wiem, jak to wyjdzie, ktoś i coś przecież może stanąć nam na drodze. Wczoraj na przykład myślałam, że wszystko staje mi na drodze, co jest nie po drodze, i nic nie udaje się nawet we właściwym kierunku. Jak zwykle przesadzam w takich sprawach, mam tak po dziadku, tylko dziadek zwykle z cyframi, ilością i dolegliwościami; ja chyba właściwie też się nie różnię, czym to jest, jeśli nie ilością i dolegliwościami? Nie piłam jeszcze kawy, nie jadłam śniadania, nie czesałam włosów, nie malowałam rzęs, ani nie sprawdzałam, czy nie dostałam okresu, bo brzuch pobolewa – patrz ile możliwości przede mną, nawet nie zdajesz sobie sprawy, ja tym bardziej. Wczoraj rozmawiałam o naszych lekturach uczelnianych z dag, tych oświeceniowo - romantycznych i to są zawody czytelnicze jednak; jaka szkoda właściwie, mogłoby być milej, szybciej i mniej, a tak jesteśmy gdzieś w dalekim polu, nawet bez utwierdzania się i patrzenia na listę. Ale przecież poradzimy sobie, chociaż to słaba puenta i trzeba się jej czepiać.

[ skomentuj (5) ]


2005-11-26, 20:09:49
Czas przyszły prosty (dokonany)
A jakże, odwilż i halny, halny więc odwilż, wszyscy trochę wariujemy w naszym regionie i areale. Wczoraj odsypiałam, odlegiwałam, właściwie bez sensu i potrzeby, ale dobrze leżało mi się pod kołdrą, czytałam Wesele Figara, a potem Myszeidę, bo lektury oświeceniowe mają teraz swój czas i nawet się nimi nie brzydzę. Właściwie nie mogę, och, bo, och, piszę pracę roczną z oświecenia, tak się złożyło, że Franciszek Karpiński jako tłumacz i popularyzator europejskiej literatury ogrodowej. Dziś wstałam przed wszystkimi, zakupiłam Przekrój, bo w czwartek zapomniałam i Wyborczą, bo dziś sobota. Bibelotaż i rekwizyty, jak widać; nawet mama idzie tym tropem, dostałam golf fioletowy bawełniany z jakąś babą na piersiach i golf zielony, piękny i drapiący, nie wiem, jak to przeżyję, faktura i czucie mocno niekomfortowe. Temat ubrań przypomina mi w ogóle, że mam stos do wyprasowania; ostatnio odkryłam, że to bardzo uspokajające zajęcie, tak stoisz przy desce i machasz żelazkiem , i czujesz się prosta i odpowiednio zajęta, a nawet widać efekty. Spokojny przepływ myśli, czy, nie wiem, może odpowiednie oddychanie przeponą. Nie jest źle, mam ochotę na bardzo mocną kawę z płaską łyżeczką cukru; nie jest źle, właściwie łapię jakąś harmonię dziania się. Nic mnie nie trzyma, ani nie zawraca, ale, wiadomo, przydałyby się pchnięcia do przodu. Chociaż może to przesada i zachłanność, może wystarczy zostać przy tym, co jest? Dag powiada, że nie można idealnie, ale jeszcze muszę to przemyśleć, bo właściwie miało trochę inny kontekst i była późna godzina. Teraz jest ósma, a mnie zamykają się oczy, wszystko przez brak kofeiny. Zacinam się na prostych zdaniach, w sensie, że proste zdania i nic więcej. Mój mejl do B był bardzo nieskomplikowany, z grubsza dwa czasowniki, ale mejl B już nie działa, więc napisałam właściwie do siebie, więc coś należy się w końcu na wymianę, choć jedno, choć po czasie. Szkoda i trudno, Emilia ma rację, Asia ma rację, teraz już tylko przyszłość i parcie do przodu. Łapiesz?

[ skomentuj (5) ]


2005-11-23, 21:16:36
Półzima
Przestawiałam budzik z dziewiątej na dziewiątą trzydzieści, potem jeszcze do dziesiątej, bo śnił mi się sen o podtekście, jak sądzę, mocno erotycznym, więc wolałam to przeciągnąć. Poza tym jest bardzo zimno i bardzo niechętnie, rano nie było internetu, potem nie było na literaturze polskiej XX wieku niczego, ani nikogo ciekawego, później uczyłam się na kolokwium z hiszpańskiego rodzajów ryb i mięs, ale nie miało to większego sensu, bo i tak były dialogi, które pisałam na wyczucie, więc nie wiem, czy zaliczę te dwie strony a4 czcionką dziesiątką u pani magister, która ostatnio zmieniła stan cywilny, a teraz zmienia stan skupienia, gdyż rozmnaża się. W przerwie jeszcze byłyśmy z E na wykładzie jakieś niekompetentnej i głupawej siksy z IBL, gdyż nasza katedra organizuje konferencję, a my czasem bywamy i pilne i zainteresowane. Obfuczałam się i obśmiałam pod nosem, jak norka, bo żal dupę ściska, jak takie poczwary intelektualne dorywają się do pisania, a potem mówienia; profesor od gramatyki historycznej zapodaje prawdę, że ci biedni poloniści, to sobie myślą, że to wystarczy tylko umieć czytać i pisać, że tylko takie obostrzenia i, kurwa, on ma rację, ale jest stary i mądry i chyba dopiero wtedy rozumie się takie rzeczy.
W radiu mówią, że w Krakowie minus dziesięć stopni i dopiero teraz to czuję, więc zapaliłam w piecu. Dag wróci za chwilę, musi wrócić, bo muszę do kogoś mówić i zimno.

[ skomentuj (9) ]


 
księga gości

Archiwum
2009
styczeń
2008
styczeń
2007
sierpień
maj
luty
2006
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad



 

inne treści, inne kłamstwa




tak, można próbować mówić coś mądrego

mejl


gg: 627745


tlen





copyright © 2003-2006 by MT
design by igor